Cześć!
Kochanie, słoneczko, cukiereczku, kicia, to kilka zdrobnień które słyszałam z jego ust jeszcze zanim byliśmy razem. Tak bardzo mnie to denerwowało, bo w końcu nie byłam jego kochaniem. Któregoś wieczoru powiedziałam mu, że mi to przeszkadza. A wiecie co on na to? "Kochanie, a czy ja mówię do ciebie brzydko? Mam do ciebie mówić cześć lala?" I tu mnie miał, nie chciałam takich przydomków ale z drugiej strony mogłam trafić na gorsze, więc się poddałam. Z czasem się przyzwyczaiłam, a mogę powiedzieć, że czekałam na te miłe słówka.
Po ciężkim dniu miło było usiąść na kanapie wypić ciepłą herbatkę i urządzić sobie z nim pogaduchy do 4 nad ranem. O tak, ta godzina często bywała na zegarku. To nic, że wstawał do pracy o 6, a ja o 7, to nic. Zawsze mówię, że nocne rozmowy są najlepsze, szczere i otwarte. Uwielbiam je. W nocy człowiek jest skłonny powiedzieć prawdę, porozmawiać na tematy, które za dnia krępują. Nocne rozmowy mają w sobie magię.
Ogniska, wycieczki, spacery, imprezy, randki, rozmowy, dużo rozmów. Spędziłam wspaniały czas jak się poznawaliśmy, nie brakowało atrakcji czy punktów obowiązkowych, jak zapoznanie ze znajomymi obu stron. Trzeba było poznać ich opinie, prawda? W końcu stało się, ogłosiliśmy że jesteśmy razem. Długa to była droga, oj długa, usłana kwiatami, uśmiechami, radością, szaleństwem, a w końcu miłością.
Bywało że nie widywaliśmy się często. On robił do późna, ja na dwa etaty w tym nocki kilka razy w tygodniu. Momentami było ciężko, tęskno. Z perspektywy czasu stwierdzam, że z chęcią bym to tamtego wróciła. Było lepiej jak jest teraz.
Zdradzę wam ten haczyk czemu tak myślę. Otóż to mój M jest zawodowym kierowcą i rzadko bywa w domu dłużej jak na weekend. A zaraz usłyszę "nie ma co narzekać", " odpoczywacie od ciebie", "zatęsknić też trzeba". Owszem, po części mogę się zgodzić, jednak jestem osobą bardzo uczuciową i potrzebuję partnera blisko siebie. Zawsze sobie powtarzałam, że nie chcę być weekendową dziewczyną. A życie potoczyło się tak, że byłam weekendową dziewczyną, narzeczoną, teraz jestem weekendową żoną i tylko matką na pełen etat.
Moje dni były, są i będą wypełnione rozmowami telefonicznymi, tęsknotą, udręką, samotnością czekaniem, wiecznym czekaniem, i niepewnością czy wróci cały i zdrowy, czy zastanie go weekend w pracy i znowu nie przyjedzie do domu. Jestem samodzielną kobietą, umiem wbić gwoździa, wymienić żarówkę, czy pomalować ściany. Mój ojciec jaki jest taki jest, ale wiele mnie nauczył bym mogła poradzić sobie w życiu sama. Jednak potrzebuje bliskości drugiego człowieka i nie mówię tu o naszym bobasie, ale o dorosłym z którym można porozmawiać, przytulic się czy poradzić.
Tak oto dochodzimy do sedna wszystkiego.
Jestem żoną kierowcy zawodowego.
Wiecznie czekającą, samotną, martwiącą się.

Komentarze
Prześlij komentarz